NASZA PODOPIECZNA

Pewnego majowego dnia podczas zabawy na podwórku szkolnym przedszkolaki, wraz z wychowawczynią panią Urszulą Kwaśnicą, znalazły leżące pod drzewem nieopierzone pisklę sowy. Matka czuwała nad pisklęciem cały czas, ale wysoko na drzewie i nie miałaby możliwości przeniesienia go w bezpieczne miejsce. Początkowo nie wiedzieliśmy w jaki sposób się tam znalazło i co z nim zrobić.  Po konsultacjach z lekarzami weterynarii wspólnie podjęliśmy decyzję, że postaramy się uratować sówkę. Pan woźny przy pomocy taśmy klejącej przytwierdził do drzewa tekturowe pudełko, w którym umieściliśmy malucha. Matka cały czas czuwała przy pisklęciu. Resztę pozostawiliśmy naturze. Przez około trzy tygodnie nic się nie działo, ale samica nie opuszczała drzewa, do którego przytwierdzone było pudełko. Uczniowie z niecierpliwością zatrzymywali się przy drzewie, wyglądając pisklęcia. Pewnego dnia naszym oczom ukazał się zdumiewający widok. W pudełku stało puchate pisklę sowy uszatej. Wszystkich ogarnęła euforia i zdziwienie, że udało się nam uratować ptaka. W ciągu następnych dwóch tygodni uczniowie, a także rodzice, pilnowali miejsca, w którym przebywała sówka, aby nikt nie zrobił jej krzywdy. Sówka uszata przeszła pod czujnym okiem matki naukę latania, a gdy uzyskała pełną sprawność i pewność siebie, odleciały.Dzięki informacjom uzyskanym od pana  Marka Stajszczyka dowiedzieliśmy się, że sowa uszata składa jaja w gniazdach innych ptaków. Na świerku, pod którym znaleźliśmy pisklę, mieściło się gniazdo sroki. Prawdopodobnie, po wykluciu się sówki sroka wyrzuciła ją z gniazda, ponieważ była większa od jej piskląt.Tak oto udało się nam uratować sowę uszatą. Mamy z tego powodu ogromna satysfakcję:)
This image requires an alt attribute.
This image requires an alt attribute.
This image requires an alt attribute.